Wyniki wyszukiwania dla:

Przesłanie Przełożonego Generalnego na maj 2026

Wypełnieni Bogiem, tak jak Maryja, postrzegamy siebie jako powołanych i posłanych 

Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem (Łk 1,39). Kilka słów, a jednak pełnych znaczenia. W tych prostych i zdecydowanych gestach ujawnia się wewnętrzna struktura serca, które pozwoliło Bogu naprawdę w nim zamieszkać. Wyruszenie Maryi nie jest zwykłym wyruszeniem w drogę: jest odpowiedzią życia skupionego na Bogu, duszy, która – ponieważ nauczyła się słuchać i rozeznawać – w ten a nie inny sposób odpowiada. Maryja, doświadczając Zwiastowania, nie zatrzymuje się, by rozważać to, co właśnie się wydarzyło. Maryja nie zamyka się w intymności tego swojego niezwykłego i głębokiego doświadczenia, zachowując je dla siebie. Wręcz przeciwnie, pozwala się kształtować i prowadzić Słowu. I kieruje się ku drugiemu. 

Działanie Maryi ma charakter duchowy: przyjęła Słowo, a teraz to właśnie Słowo, które w niej mieszka, kieruje ją ku bliźnim. Kto naprawdę kocha, ponieważ czuje się kochany przez Boga, zapomina o sobie i oddaje się służbie bliźnim. Maryja uczy nas, że otwartość serca nie jest czymś drugorzędnym, lecz sposobem, w jaki miłość Boga urzeczywistnia się w życiu tego, kto w Niego wierzy. 

Być gotowym: wyjść poza ograniczone spojrzenie

Jako ludzie, w których mieszka Bóg, podobnie jak Maryja, postrzegamy siebie jako powołanych i posłanych. Postawa Maryi kontrastuje z wizją życia opartego na „ja” niedostępnym, zamkniętym w sobie. Kiedy decydujemy się jedynie patrzeć na świat z wąskiego punktu widzenia, ryzykujemy, że dojdziemy do wniosku, że nasza opinia zawiera całą prawdę. Jest to odwieczna pokusa: sprowadzanie rzeczywistości do tego, co już widzieliśmy, zmierzyliśmy, zaplanowaliśmy. Nasz sposób myślenia i postrzegania staje się jedyną i wyłączną miarą.

Maryja pokazuje nam, że otwarcie serca to przede wszystkim uwolnienie się od własnego egoizmu. Kiedy pozostajemy zamknięci w sobie, zamiast dać się prowadzić miłości, tracimy ten odruch serca, który przyjmuje dar Boży, by następnie zbliżyć się do bliźniego. Prawdziwa otwartość serca nie jest ludzką decyzją. Jest to przede wszystkim łaska, o którą należy prosić, którą należy w wolności przyjąć, pielęgnować i praktykować każdego dnia. Nie zbliżamy się do drugiego człowieka w pełni, swobodnie i radośnie, jeśli nie pozwolimy Bogu żyć w naszym sercu. Niech On uczyni nas otwartymi, otwierając nasze oczy na to, co wykracza poza naszą małą i marną ludzką logikę.

Wyrzeczenie się samego siebie jest pierwszą formą miłości 

W kulturze takiej jak nasza istnieje subtelne ryzyko autoreferencyjności: ryzyko co do przekonania, że własną tożsamość buduje się, spoglądając na siebie w coraz bardziej ograniczonym lustrze. Maryja daje nam świadectwo innego sposobu patrzenia na życie: całe swoje życie opiera na obecności Słowa w swoim sercu, by potem dostrzec potrzebującą pomocy Elżbietę. I w tym wyborze postrzega potrzebę bliźniego jako powołanie wynikające z relacji z Bogiem. I właśnie dlatego wyrusza z pośpiechem do tej, która jest w potrzebie. 

Prawdziwa otwartość ma swoje korzenie w odwadze do podjęcia refleksji nad sobą, do wyrzeczenia się siebie samego, nawet jeśli wydaje się to stratą. Nie tyle chodzi tu o gest hojności, ile o wewnętrzną wolność, która rodzi się ze świadomości, że mogę być sobą tylko wtedy, gdy oddaję się drugiemu w sposób radykalny. Otwarte i gotowe serce nie jest tu zdobyciem trofeum, lecz poddaniem się woli Ojca. 

Nie tyle jest to akt dobroci, ile posłuszeństwo Bogu, który zamieszkuje w sercu

Maryja nie udaje się do Elżbiety tylko dlatego, że z ludzkiego punktu widzenia uważa, iż kuzynka w podeszłym już wieku potrzebuje pomocy. Wizyta u Elżbiety nie jest tu jedynie gestem dobroci: jest to obecność Syna, który w łonie matki kształtuje ją na swoje podobieństwo. Droga Maryi do Elżbiety jest misją samego Boga, która przybiera formę drogi ku drugiemu.

Wizyta Maryi jest misją, która jest owocem obecności Syna w niej. Bo kiedy Jezus naprawdę staje się częścią naszego życia, wszystko, czym jesteśmy i co robimy, wypływa z tego jedynego źródła. Z tego osobistego spotkania z Chrystusem wypływa misja.

Bezwarunkowa gotowość: to coś więcej niż tylko rezultaty

W kontekście tego wolnego i hojnego wyboru Maryi nasze pragnienie naśladowania Jej naznaczone jest bardzo subtelną, ale zawsze obecną pokusą: chcemy zobaczyć, jakie skutki przyniosą nasze wybory. Maryja, która natychmiast wyrusza w drogę, daje świadectwo serca, które jest już wystarczająco pełne i nie szuka zabezpieczeń ani pewności poza sobą, a to dlatego, że miarą misji i jej powodzenia jest jej żywa relacja ze Słowem, które w niej mieszka.

Maryja, ikona wolnego serca – Słowo, wiara i miłość

Kardynał Martini oferuje nam w tym względzie krótką, ale treściwą i istotną refleksję: Słowo jest ziarnem, wiara jest łonem, który je przyjmuje, a miłość jest owocem, który się rodzi. Maryja jest kobietą, która przeżyła tę dynamikę w pełni: z pokorą przyjmuje Słowo, z wiarą szybko wstaje, a z miłością się oddaje. Jej „pośpiech” wyraża ten gest miłości, który odzwierciedla serce wolne i wyzwalające, oświecone Słowem, które podtrzymuje jej wiarę.

Serce otwarte i gotowe nie jest sercem uczuciowo dobrym: jest sercem, które jest w stanie owocnego napięcia między otrzymanym i przyjętym przesłaniem a czekającym bratem i siostrą, między łaską wewnętrzną a drogą do przebycia, między tajemnicą Boga a konkretnością ludzkiej potrzeby. 

Maryja uczy nas, że nie trzeba czekać, aż wszystko zrozumiemy, aby wyruszyć w drogę.

ks. Fabio Attard SDB

(tekst i foto ze strony: infoans.org)


Podziel się tym wpisem: